środa, 5 maja 2004

Niespodziewany dym w Śródziemiu


O 7:30 dostałem SMSa od Ufa: -śpisz ? Po godzinie siedziałem już w samochodzie przebijając sie przez korki w strone chawiry Ufa.

Prognozy zapowiadały słabe 4B, ale głód pływania był silniejszy więc nie mogliśmy darować sobie nawet tego marginalnego wiaterku. Zapakowaliśmy sprzęt Ufa do fury, desie na dach i wyruszyliśmy nad nasze bajoro. Z Hubertem umówiłem się, że jak kierunek wiatru będzie odpowiedni na "Dziką" to tam się spotykamy o 9 a jak będzie offshore to walimy do ośrodka po drugiej stronie. I tak też się stało. Równo o 9 zawitaliśmy w ośrodku WKŻ i zaczeliśmy się taklować. Wiała żeczywiście słaba czwóreczka a Hubert ciągle się nie pojawiał. Otaklowaliśmy się, zeszliśmy na wodę i zaliczyliśmy jakieś 45 minut ślizgania. Nie było rewelacji, ale jak to stwierdził Ufo: "Wyjazd udany bo kilka ślizgów było. Kilka minut po 10 pojawił się zaspany Hubert, i wtedy zdechło. 


Windguru powiedziało nam że po 11 można spodziewać się ponownie wiaterku więc Hubert nie zrażony zaczął się powoli taklować. I jak już kończył, rzeczywiście zaczęło dmuchać. Z początku słaba czwóreczka ale szkwały stawały się coraz silniejsze. Hubert na swoich 85l ciągle czuł niedosyt podczas gdy ja z Ufem już śmigaliśmy z komarami w zębach :) Gdy już zaczęło być naprawdę fajnie nagle Ufokowi przypomniało się że za niecałą godzine musi stawić się w robocie. Zaczął się więc roztaklowywać i razem z Hubertem pomknęli w strone miasta. Zostałem sam. W ciągu godziny rozwiało się do równej 5 i tak już zostało do mojego odjazdu. W międzyczasie zjawiło się jeszcze dwóch windsurferów (min. kolega, który pisuje czasami na grupie pod pseudonimem Pol). Około 15 zaczęło mi już brakować sił na walke z mega kartoflichiem i zaczęłem się powoli roztaklowywać. Do domku dojechałem super szczęśliwy i pierwszy raz w tym roku naprawde wypływany.
Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz