niedziela, 9 maja 2004

Zaskoczeni prognozą ...


Tym razem nie spodziewaliśmy się, że tego dnia znajdziemy się nad wodą. Jednak około 11 zadzwonił do mnie Konrad i poinformował mnie, że jest na dzikiej i wieje. Szybkie zerkniecie w prognozy i....




Tym razem nie spodziewaliśmy się, że tego dnia znajdziemy się nad wodą. Jednak około 11 zadzwonił do mnie Konrad i poinformował mnie, że jest na dzikiej i wieje. Szybkie zerkniecie w prognozy i okazało się, że rzeczywiście raporty z lotniska pokazują fajny wiaterek. Więc telefon do Huberta i umawiamy się na 13 w WKSie. Na miejscu zastaliśmy już wymęczonego i zmarzniętego Heviego, który powierzył mi swój swój sprzęcik. Oprócz Heviego na miejscu przywitał nas również padający zimny deszcz. Wiała jakaś czwóreczka więc nie musząc się taklować na wodzie znalazłem się w ciągu 5 minut (wciągając na siebie tylko piankę). Udało mi się zaliczyć kilka ślizgów gdy wiaterek siadł i zaczęło jeszcze mocniej padać. Hubert dysponujący sprzętem Ufa miał w końcu szanse sobie popływać. Taklował i przebierał się w deszcz ale gdy zniósł sprzęt na wode wiaterek znów zaczął zdychać. Po około 30 minutach oczekiwania na wiatr zmarznięci już do szpiku kości razem z Hevim, (który zaczął już biegać dookoła żeby się rozgżać) zaczęliśmy się ogrzewać w samochodach i powoli przebierać w cywilne ciuchy. Aż tu nagle zaczęły pojawiać się szkwały. Spragniony wiatru Hubert rzucił się na wodę ale złapać w końcu jakieś ślizgi. Gdy Hubert był na wodzie, zdążyliśmy się przebrać i pstryknąć mu kilka fotek. Wiaterku nie starczyło na wiele, ale kilka ślizgów udało sie Hubiemu zaliczyć. Do domu dojechałem mokry, zmarznięty, ale zadowolony :)

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz