niedziela, 13 czerwca 2004

Mierzeja Wiślana - Piaski - czyli długi weekend Bożo-Ciałowy


Qter napisał kilka słów o wyjeździe do Piasków, które to ułożyły się w bardzo fajną relacyjkę. Zapraszamy więc do przeczytania jej i obejrzenia zdjęć których tym razem jest naprawdę sporo.

W tym roku grupa w składzie: Qter, Hevi, Muki, Ufo, Hubert, Adam oraz osoby "towarzyszące" ( w sumie było nas 15 osób) wybrała się na długi weekend Bożo-Ciałowy nie na Hel lecz do Piasek na Mierzei Wiślanej (w tak zwanym międzyczasie przybyli na jeden dzień poimprezować/popływać Zioło i Matex z 3City). Wybraliśmy się tam z czystej ciekawości - czas zobaczyć coś nowego. Na decyzję wpływ miała też odległość. (Warszawa - Piaski to ok. 360 km) oraz zapewnienia o "dziewiczości" tego miejsca.


Piaski są usytuowane 13km od Krynicy Morskiej i 1,5 km od granicy z Rosją. W miejscowości tej kończy się droga - jest to prawdziwy "koniec świata". Miejscowość jest jeszcze "mało" turystyczna tzn. owszem można wynająć kwatery, są jakieś ośrodki wypoczynkowe ale np. jest tylko jeden sklep z pamiątkami, jedna restauracja (nie licząc tych w ośrodkach), dwa sklepy i tyle... Mierzeja Wiślana w tym miejscu nie jest zbyt szeroka - spacer z nad Zalewu Wiślanego na plaże zajmuje spacerkiem ok. 15 min. My mieszkaliśmy tu: http://www.piaskiclub.mierzeja.com. Ośrodek na samym końcu Piasek - tuż przed granicą. Wynajmowaliśmy domki - zdjęcia ośrodka znacznie różnią się od stanu zastanego - domki dzielą się na 3 standardy: stare "Brdy" które są w opłakanym stanie, domki "Mieruszów" - stan średni, domki "Nowy" - standard "wysoki". Wszystkie domki są wyposażone w łazienki - lecz w przypadku domków "Brda" i "Mieruszów" można było zapomnieć o ciepłej wodzie (stara instalacja z wodą z kotłowni -
domki "Nowy" mają w łazienkach własne boilery). Ośrodek jest "zaniedbany" ale - spoko. Właściciel zapewniał nas, że wszystko jest w chwili obecnej j reorganizowane-modernizowane - i już niedługo będzie "full wypas". Same Piaski są bardzo kameralne - zero tłumów, na plaży czasem byliśmy zupełnie sami, piękna przyroda (ach jak sobie przypomnę ten ptaków śpiew, lisy, i np. "oswojone" dziki).



Akwen i pływanie- czyli to co najważniejsze: Od strony Zalewu Wiślanego przy samym ośrodku - a właściwie w całych Piaskach nie ma dobrego dostępu do wody z powodu trzcin (właściciel ośrodka mówił że w tym roku do końca czerwca zostanie wybudowany pomost a trzciny wykarczowane).
Jedne rozsądne zejście na Zalew jest kawałek za Piaskami jadąc w stronę Krynicy.. (w sumie w drugą się już nie da ;)). Zaraz za miejscowością Piaski należy skręcić w pierwszy zjazd w "las" w lewo - tuż przed taką betonową barierką zabezpieczającą drogę. Zalew w tym miejscu jest dość płytki - jeszcze 600m od brzegu ma się grunt. Najlepsze wiatry to od zachodniego do wschodniego poprzez kierunki południowe. Dno jest czasami muliste - zwłaszcza na wysokości portu. Utrudnieniem są też dość gęsto poustawiane sieci. Na Zalewie pływaliśmy tylko pierwszego dnia - w szkwałach była dolna 5Bf - zrobiła się całkiem przyjemna falka miejscami dochodząca do 1m.


Morze. Do plaży można dojechać samochodem przez las - jadąc samochodem prosto przy kościele - pod gorę - najlepiej jest dojechać do portu (podobno jedyne miejsce gdzie się da "bezkarnie" parkować - tak przynajmniej mówili nam panowie ze straży granicznej - bo nie można wjeżdżać do lasu) a następnie kierować się na lewo wzdłuż wydm do pierwszego - lepszego zejścia na plaże (lokalesi mówili nam że na wysokości portu są zatopione jakieś barki, kutry i inne badziewie z czasów wojny i jest niebezpiecznie). Fala na samej plaży jest dość wysoka nawet gdy nie wieje. W momencie pojawienia się wiatru (najlepsze kierunki od zachodniego do wschodniego poprzez północne) pojawia się bardzo silny prąd wsteczny - na tyle silny że ciężko przejść 40m ze sprzętem na plaże. Bałtyk powitał nas łagodnie pozwalając początkowo na surfing, dupoślizgi, oswojenie się z "bujaniem" itp.. Bawiliśmy się więc tak przez dwa kolejne dni testując "Bic-a Novą" na falach przy 3Bf z żagielkiem 5.5 (deska została zabrana do nauki dla reszty gawiedzi).


Przez dwa kolejne dni nie było już tak "lajtowo". Dla większości z nas było to pierwsze tak poważne spotkanie z "prawdziwym" morzem. Najpierw przywiało trochę więcej niż w poprzedni dni więc przyszła pora na inne deski. Mielenie w przyboju nie oszczędzało nikogo. "Na szczęście" tego dnia skończyło się tylko na rozerwanej tasiemce topu żagla Mukiego. Można było również zobaczyć jak chodzi w ślizgu "Nova" z żagle 7.8. Dnia następnego część się zmyła do domu a na wodę zeszli tylko Ufo i Hubert. Dzień ten nie był już tak łaskawy - zmielone zostały żagielki 5,8 i 6,7 - wyleciały okienka. Hubert polatał na 80ltr. Saxo i 5.2. Walka była okrutna. Inne. Nie odbyło się oczywiście od rozrywek wieczornych typu wspólne grillowanie itp.. Podsumowując: na pewno tam wrócimy, jest pięknie - cisza, spokój - z wiatrem mogło by być lepiej ale i tak źle nie było.


Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz