czwartek, 24 czerwca 2004

Zdwórz ...

Tym razem zdecydowaliśmy się skorzystać z zaproszenia chłopaków z 7B i udać sie na urodzinową imprezę Jacka Bednarskiego (POL 96) i na testy, które chłopaki zorganizowali nad malowniczym jeziorkiem. WIR napisał kilka zdań, które okraszone zostały garstka zdjęć,

Hasło wyjazdu nad jezioro Zdworskie rzucił Qter. Przez ok. tydzień prowadził jakąś ściśle tajną korespondencje z organizującymi tam testy chłopakami z Wind7B - do nas docierały wyłącznie ściśle wyselekcjonowane kawałki. Biorac pod uwagę enigmatyczność całej akcji w piątkowe popołudnie z pewnym niepokojem ruszyłem w stronę Płocka - mogli tam przecież na nas czekać wyznawcy jakiejś krwiożerczej sekty. Z drogi pamiętam niewiele - komfortowa podróż w Citroenie BX Górka upłynęła mi na błogiej drzemce. Zwykle siedzę za kierownicą ale muszę przyznać, że fotel prezesa jest jednak fajnym miejscem w samochodzie - chyba się starzeje, ale w końcu jako 'Pan Jarzyna ze Szczecina, Szef wszystkich szefów' mam ewidentne prawo do prezesowskich foteli ;). Muszę kiedyś pogadać z Górkiem i Fafikiem, żeby wozili mnie i Dominikę do Szczecina ;). Słodką drzemkę przerwał postój przed sklepem w stylu old-school-GS, w którym spotkaliśmy Qtra, Huberta i Mukiego. Zrobiliśmy zakupy, wysłuchaliśmy mrożącej krew w żyłach opowieści o dzikach wpieprzających truskawki (bard opiewający tą straszliwą historię miał krew ewidentnie już zmrożoną i to w trybie ciągłym najprawdopodobniej) po czym ruszyliśmy już prosto na imprezkę. Na miejscu powitał nas całkiem sympatyczny ośrodek i spora ilość imprezujących surferów i około-surferów. Okazało się, że kupowanie czegokolwiek było zbędne, bo ilość żarcia zgromadzona na imprezie wskazywała na to, iż zaopatrzeniem zajęła się ok. setka nadopiekuńczych babć ;) Okazało się, że impreza przed-testowa jest równocześnie ostrym jublem z okazji urodzin Jacka Bednarskiego. Nieświadomi tego faktu, a co ważniejsze, nie potrafiący stwierdzić, jak wygląda Jacek Bednarski, zamiast złożyć życzenia, wypić brudzia itp., zadaliśmy maksymalnie przyziemne i burackie pytania w stylu 'Gdzie jest browar' i 'gdzie jest grill' - usatysfakcjonowani ruszyliśmy do konsumpcji, by dopiero później się trochę zrehabilitować.


Po wstępnym 'Wersalu' impreza potoczyła się ostro. Jedlim, pilim, lulki palilim, tańczylim i muzykę puszczalim. Na tle repertuaru toczyły się czasem małe spory ale do rozlewu krwi szczęśliwie nie doszło. Co słabsi fizycznie czasami wymiękali z tańca zasłaniając się pogawędkami o windsurfingu - jakby kogoś to w ogóle z towarzystwa obchodziło ;) - albo (o zgrozo) oglądali mecz (przepraszam za wyrażenie) piłki nożnej (wyjaśniam pojęcie - 20 dziwaków zapierdziela po paru hektarach, które można by spokojnie zalać wodą i przynajmniej byłby z nich pożytek, starając się trafić piłką w jaja dwóch biedaków stojących pod wieszakami). Na szczęście takie zachowania stanowiły margines imprezy ;). Dla mnie i dla mojej żony impreza zakończyła się tuż po północy ale jak się okazało, najtwardsi dotrwali do rana. A kto był najtwardszy? Oczywiście Muki i Qter - tych to trzeba z imprezy kijem wyganiać :) Rano w trakcie śniadanka okazało się, że o ile Qter dzielnie znosi 'rany zadane w boju' o tyle Muki błaga, żeby ktoś go dobił (stan kliniczny, który medycyna zna pod nazwą 'nażerty jak świnia'). Łącząc się w bólu z kolegą postanowiłem wyprzedzić wszystkich ew. chętnych i przystąpić do zapowiadanych testów sprzętu. Nie zwracają uwagi na fakt, iż na jeziorze szaleje jadowite 2Bf w porywach do morderczego 3Bf (to wtedy, jak okoliczne kaczory dostawały wiatrów) = ruszyłem w stroju ninja w stronę testowanego sprzętu. Pośliniłem palec, podniosłem go do góry i zadałem krótkie pytanie - "Co macie największego". Następnie pobrałem NS Natural 7.5 + dechę RRD w okolicach 130 litrów i ruszyłem na podbój Loch-Zdworskie. Zestaw się sprawdził - nawet dało się trochę popływać w ślizgu, a w przerwach pokręcić odrobinę żaglem. W międzyczasie Górek zwerbował moją żonę do marynarki i na pokładzie bliżej nie nazwanej jednostki śródlądowej wykrzykiwał radośnie 'prawy foka szot wybierz' - nie wiem, co dokładnie knuli, ale parokrotnie usiłowali mnie rozjechać ;)). Do freestylu dołączył wkrótce Qter na 120 litrowym Naishu i NS Duke 6.6 - dokonaliśmy tradycyjnej wymiany sprzętu i muszę przyznać, że mniejszy zestaw był bardzo przyjemny (szkoda tylko, że nie zawiało trochę mocniej). Przy okazji zaznaliśmy trochę ekstremalnej jazdy na rowerach wodnych (uczy pokory lepiej, niż puzzle - szybciej można chyba w kółku plażowym się przemieszczać:).


Ok. 13 postanowiliśmy zjeść coś w lokalnym barze, pożegnać przemiłych gospodarzy i ruszyć pod wodzą Jacka Bednarskiego na wiślańskie spoty. Do ekipy dołączyli Konrad i Chrabcio więc kolumna składała się już łącznie z Transporterem Jacka z 4 samochodów. Najpierw zajechaliśmy do knajpy położonej naprzeciw Dobrzynia - ale z braku wiatru podziwialiśmy tylko widoki, pogadaliśmy i ruszyliśmy dalej. Następny przystanek (Modzerewo) okazał się szczęśliwszy - zaliczyliśmy godzinkę pływania na zestawach w okolicy 6.5 + desek 100l.
Spocik bardzo sympatyczny - trawiasty wał przeciwpowodziowy, na który można wjechać i spokojnie otaklować na nim żagiel. Na wodzie sporo miejsca - Wisła jest tam naprawdę szeroka - i niezłe warunki. Równy wiatr z kierunków W i E (czyli wzdłuż koryta rzeki) i spore urozmaicenie - z jednej strony płaska woda, a z drugiej zaskakująco wysoka fala, naprawdę jest na czym skakać. Napływali się w zasadzie wszyscy - oprócz niepływających Dominiki, Fafika i Górka - tylko biedny Muki musiał się wycofać, bo już wejście do wody było dla niego tego dnia ekstremalnym posunięciem. Po miłym pływanku zasiedliśmy do bolidów i ruszyliśmy do domów, bo każdy miał jeszcze n rzeczy do zrobienia. Generalnie bardzo, bardzo pozytywny wyjazd i super alternatywa przy wiatrach z W i E. Będziemy tam wracać (z resztą już wracaliśmy, bo relacja trochę z opóźnieniem napisana:)

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz