wtorek, 21 września 2004

Strzał znikąd


Koniec sezonu coraz bliżej. Udało się wyrwać jeszcze dwa dni pływania. Woda już dosyć chłodna, powietrze spada poniżej 10 st. Czy to już nasze ostatnie pływanie ... ?



Dnia disiejszego przewidziałem sytuacje i pozwoliłem sobie wziąść urlop. Zaczęłem powoli zdawać sobie sprawe, że zbliża się już koniec sezonu i jeśli teraz się nie wypływam, to w tym roku już nie będę miał okazji. Niestey nikt inny nie mógł się zerwać wiec pojawiła się obawa, że nad wode będe musiał jechać sam. Obiecująco wyglądał również Dobrzyń, ale niestety samemu nie chciało mi się dymać taki kawał. Rano po pobudce na dworzu jeszcze było spokojnie ale raporty z lotnisk pokazywały stopniowy wzrost siły wiatru. Nauczony doświadczeniem pakowałem się w fure biorąc nawet 4.6.Nad wodą byłem około 10 rano i zastałem 1 w porywach do 2B i Dziomana puszczającego latawiec. Powoli jednak zaczęło się coś dziać. Bez pośpiechu zaczęliśmy taklować największe szmaty (ja 6.4, Dzioman 7.2) jednak zaczęliśmy mieć wątpliwości czy jednak nie założyć czegoś mniejszego. Po 30 min na wodzie decyzja zapadła. Zakładamy mniejsze szmatki. Lataliśmy więc cały przedpołudnie na żagielkach w granicach 5.5. Ja za namową Dziomana przymierzyłem sie nawet do vulcana (podstawa to przełamać się psychocznie), ale nie udało mi się ani razu zmusić deseczki do podążania w powietrzu za mna :) Około gdzodziny 14 przyszedł piorunujący wiaterek, który zmusił nas do ucieczki z wody i przeczekania nawałnicy na brzegu. Efekty wiaterku widać na załączonych fotach. Na wodzie o dziwo było tylko kilka żagielków, a w WKSie tylko my dwaj. Zwijać zaczęliśmy sie chwile po 15 gdy wiaterek suabilizował sie na jakies 4B.Woda jest rzeczywiście już chłodniejsza, ale temperatura powietrza pozostawia jeszcze więcej do życzenia.

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz