poniedziałek, 21 marca 2005

Słowacja 2005 czyli zamknięcie sezonu narciarskiego 17.III-21.III.2005


Plan wyjazdu rodził się przez dłuższy czas - no bo ekipa nie mogła się zebrać, potem śniegu nie było itp. Itd.... Ale w końcu się udało. Na wyjazd finalnie wybrali się Muki, Hubi, Qter, Zioło, Fafik, Zembola i Nina.

Wyjechaliśmy w czwartek po pracy prosto do Krakówka. W Krakówku zwiedziliśmy lokalny supermarket zaopatrzając się w "najbardziej" potrzebne żeczy czyli piwko - bo był to dzień Św. Patryka oraz co nie co na ząb. W krakówku nocleg i małą imprezkę zapewnił nam Gog. Rano ruszyliśmy w dalszą drogę. Kawałek przed Zakopanym postanowiliśmy się rozdzielić na dwie ekpy aby sprawdzić gdzie są najlepsze warunki śniegowe. Ja, Zioło i Muki ruszyliśmy w stronę Starego Smokowca a Hubi z Fafikiem i laskami w strone Chopoku. Dotarliśmy do Smokowca i się okazało że śniegu jest wszędzie aż nadmiar jednakże z powodu silnego wiatru jak to mawiają tubylcy: " Vleky ne fungują" :P.

Szybka decyzja - coś na ząb i dalej w droge do Strebskiego Plesa. Tam w koncu udało się troche "połyżować:. Tym czasem druga ekipa była już na Chopoku i twierdziła że jest zajebiście. Po kilku godzinkach jazdy w Strebskim Plesie doszliśmy do wniosku że jedziemy na Chopok - dołączamy do reszty ekipy. Wieczorem już wszyscy razem imprezowaliśmy :D. Nastepnego dnia z samego rana udaliśmy się na stoki Chopoka. Góra - jak góra - troche wyciągów, kolejki do nich nie specjalnie długie - normalka. Jedynym mankamentem była niezbyt dobra pogoda i troche lodu - rekompensatą za to była impreza u podnóża organizowana przez koncern którego nikomu nie trzeba przedstawiać - "Becherowka". Miłe panie częstowały gęsto napojami wspomagającymi, odbywał się pokaz jazdy na rolkach i BMX-ach na rampie, pokaz skoków BIG-AIR na nartach i wiele innych. Po powrocie z nartek i deseczek udaliśmy się na gorące źródła. Na dworzu -6 a my w basenach termalnych. Wszystko co nas bolało po jeździe - zostało uleczone. Tego samego dnia wyjazd dla mnie się zakończył ponieważ trywialnie się rozchorowem. Jak się potem okazało rozkładać zacząl się również Zioło i Hubi, Z opowieści wiem że dnia nastepnego jeździlo się rewelacyjnie - pogoda dopisała - ja z Ziołem leczyłem się w tym samym czasie czosnkiem, cherbatą z cytryną i cebula itp. - bo na Słowacji w Niedziele nie ma możliwości kupienia żadnych leków - nawet na stacjach benzynowych nie ma żadnego apapu ani nic wiecej...Na poniedziałek był plan aby rano skoczyć jeszcze na stok lecz biorąc pod uwagę naszą kondycję - nic z tego nie wyszło. Pojechaliśmy do domciu. Podsumowując - wyjazd udany - warto było jechać zakończyć sezon narciarski i nie zepsuła go nawet nasza choroba.

Więcej zdjęć tutaj


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz