wtorek, 17 maja 2005

Przyjemny wieczór na wodzie ...



Tym razem pakowaliśmy się dosyć późno po pracy. Na dworzu deszcz, parno, zero wiatru i na dodatek nadciagające burzowe chmury. Jednak prognoza mówiła, że będzie dwie godziny wiać więc nie mogliśmy sobie tego odpuścić. Zapakowaliśmy się z Ufem do jego fury, po drodze wciągneliśmy jakiś pokarm i bardzo szybko bo o 17 byliśmy już na WKSie ;). Na miejscu czekał juz Grabek z Jarkiem.

Nie wiało prawie nic, ale znając kaprysy Zegrza otaklowaliśmy się i sru na wodę. Trochę bujania i powoli, powoli zaczynało coś pierdzieć. Po kilkunastu minutach lataliśmy już łapiąc coraz dłuższe ślizgi. Jarek nie miał sprzętu więc zabawił się w fotografa i dzięki temu mamy kilka fajnych fot. Po dłuższym czasie pojawił się Chrabcio z Adamem i zaczęli się taklować podczas gdy my byliśmy już dosyć mocno zmęczeni i zmarznięci. Lataliśmy sobie tak w najlepsze, gdy nagle naszym oczom objawił się 85 kilogramowy zawodnik na 84 litrowej desce i 5 metrowym żaglu :) Postał po pas w wodzie, stwierdził, że deskę "rozdziewiczył" i udał się do domku :). Podsumowując dzień bardzo udany i jak to mówią starzy górale: " na wiatr nie ma co czekać tylko trzeba go samemu szukać" :)

Więcej zdjęć tutaj


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz