sobota, 29 kwietnia 2006

Dzień jak co dzień ;)


7 rano. Otwieram oczy. Dziś mamy się pobawić. Do przejechania raptem 200km i weselna sala otworzy dla nas swe progi. Ale czyżby za oknem ruszały się gałęzie, miało coś dziś wiać ?

7 rano. Otwieram oczy. Dziś mamy się pobawić. Do przejechania raptem 200km i weselna sala otworzy dla nas swe progi. Ale czyżby za oknem ruszały się gałęzie, miało coś dziś wiać ? Szybka decyzja. Wyjechać mamy około południa więc może by tak jeszcze zaliczyć pare ślizgów. Próba cichego spakowania się tak, żeby nie obudzić połowicy i już o 7:45 (oj chyba to zaczyna się długi weekend bo zaczynają sie korkować wylotówki) zastaje flaute na "Dzikiej". Ale jak to z "Dziką" bywa nie ma się co załamywać, tylko trzeba jechać w jedyne słuszne miejsce. Po 10 min przekonuje się, że było warto. Słabe 4B zaczyna się powolutki rozdmuchiwać. Takluje swój największy żagiel (6.2m2) i razem z 2 innymi windsurferami jesteśmy już na wodzie. Jest naprawdę dobrze. 1,5h w ślizgu na pełnym dożaglowaniu, pozwala na chwilę zabić pozimowy głód pływania. Około 10 przyjeżdza Grabek i jeszcze łapie się na dobrą jazdę. Pojawiają się nawet momenty w których wiatr nie pozwala wstać z wody mniej zaawansowanym z większymi żaglami. Jednak wraz z przyjazdem Chrabcia i jego 5.8 deszcz zastępuje wiatr. Już w deszczu szybkie roztaklowanie i już pędze w powrotną stronę bo już za chwileczkę, już za momencik mamy poruszać stopą ;)


Jeszcze tylko wyrzucić z samochodu deske, wrzucić garnitur i o 14:00 stawiamy się po WiRa. Kilkanaście minut później wesoły roverek stoi już w korku. Mamy 3.5h więc na przejechanie 200 km powinno wystarczyć. Jednak nie może być za łatwo. Połowe drogi z Wawy do Radomia przejeżdamy na 1 biegu. Chyba wszyscy mieszkańcy stwierdzil, że sobota rano to najlepszy dzień na wyjazd z miasta na pierwszy w tym roku długi weekend. Na dodatek jakiś mecz w Kielcach i banda "kibiców" przemieszczających się w tamtą stronę przekonują nas, że może być kiepsko. Kierowani podręcznikiem napisanym przez Pannę Młodą stawiamy się w bursie szkolnej (w której to mamy nocować) na chwilę przed ślubem. Jeszcze tylko szybkie włożenie kostiumów i już po kilkunastu minutach meldujemy się pod kościołem. Nasza Para Młoda wygląda imponująco :) Składamy życzenia, wręczamy bukieciki i już po chwili w całym komplecie czekamy na dłuuuugą limuzyne z której to wysiadają Ola i Ufo. Witamy ich na przyjęciu i tu zaczyna się impreza. Spora liczba młodych ludzi, ogromna ochota na zabawę "dorosłych", jak i wyśmienita kapela pozwalają nam się naprawdę super pobawić. Obcałowujemy wielokrotnie Młodych, wypijamy wielokrotnie ich zdrowie i obtańcowujemy ile się tylko da. Bawimy się tak w najlepsze prawie do rana by po śniadaniu wsiąść do samochodów i udać się w kolejny windsurfingowy trip. Ale o tym napiszemy już w następnej ralacji ...

p.s. W tym miejscu chcielibyśmy złożyć najlepsze życzenia Młodej Parze. Oby zawsze uśmiech gościł na ich twarzach i wiatry pomyślne towarzyszyły. Czego Wam życzą wiatrolutki wraz z osobami towarzyszącymi.

Zdjęcia z wesela obejrzeć można tutaj.


Zdjęcia z pływania obejrzeć można tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz