niedziela, 16 lipca 2006

Rzucewo 2006

Długo oczekiwane optymistyczne prognozy wygoniły nas na Połnoc. Jako, że Qter i Konrad jechali równolegle, ale jednak nie razem napisali dwie relacje z blizniaczego wypadu w okolice Rewy.

Oczami Qtra

Piątek 19:00 początek pakowania u Chrabcia pod domem. O 20.20 jestem już u siebie pod domem i czekam na Hubiego z resztą sprzętu. W okolicach 23 udaje nam się spakować do Almy 3 deski, 4 bomy, 4 maszty i 8 albo 9 żagli. Pora spać.
Sobota – 3 AM – pobudka wstać, pora koniom dać…. 4.15 AM – z Hubim zabieramy Chrabcia i w drogę na północ. Około 9 rano docieramy do Ziola i ruszamy na sekret spot – Rzucewo. Po drodze do naszej ekipy dołączają dwaj kumple Zioła. W drodze dzwoni do nas Martinezz informując nas o zajebistych warunkach. Po dotarciu na miejsce szybkie taklowano naszych żagli, które od dawna zalegały w piwnicach czyli każdy wkłada to co ma najmniejszego czyli pomiędzy 4.2 a 5.0 :D. Na spocie siedzimy do późnego popołudni. W międzyczasie dobija Konrad z Przemkiem oraz wesoła ekipa WTS w składzie Kapeć, Matex, Robsiak, Moniek, Bajcarz i Waluś a także Kubuś – zaczyna robić się przyemnie, rodzinnie… Zmęczeni pływaniem – W KOŃCU – umawiamy się na wieczór na małe co nieco. Małe co nieco rozpoczynamy wczesnym wieczorem w gospodzie w Gdańsku gdzie po upływie większej ilości alkoholu i konsumpcji pani kelnerka się na nas obraża a kończymy w Ohm Barze gdzieś w okolicach sopockiego mocniaka w godzinach wczesno porannych lub jak kto woli późno nocnych.
Niedziela – 10 AM – z powodu nocnego małego co nieco wstajemy dość późno i na spocie w Rzucewie jesteśmy około południa. Tam czeka na nas śpiący w samochodzie Marrtinezz i Konrad z Przemkiem. W międzyczasie dojeżdża Adaś z Kaśką. Matex po konsultacjach telefonicznych informuje, że WTS zmył się w drogę powrotną – gdzie jak się potem okazało w Kapciowych okolicach polatali na dużych zestawach z 3h. W niedziele nie jest juz tak zajebiście z wiatrem więc taklujemy to co największe i cały dzień spędzamy emerycko się ślizgając, albo leżąc na plaży albo śpiąc. Wieczorkiem dobijamy na rybkę w Rewie, która się okazje niewypałem kulinarnym i spadamy w strone DC.
Poniedziałek – po północy jesteśmy cali, zdrowi, zmęczeni lecz zadowoleni w domkach we własnych łóżeczkach…
P.S.
Fotek ani filmu nie ma bo się Chrabciowi nie chciało wyjąć torby ze sprzętem z bagażnika Almy – wolał spać :P

Oczami Konrada

Prognozy już na tydzień wcześniej pokazywały, że zbliża się super pływanie w nadchodzącym weekend.
Wiatr miał wiać z N/ NE z siłą około 20-25 węzłów. Stało się jasne że jedziemy w kierunku Zatoki, czekaliśmy tylko do końca tygodnia, aby zrealizować swoje marzenia o wietrze – każdy z nas nie pływał od dłuższego czasu.
Po mało precyzyjnych ustaleniach, kto kiedy i z kim wyruszyliśmy nad ranem w sobotę w wiadomym kierunku.
Karawana składała się z 3 samochodów: Qtrowy z Chrabciem i Hubertem, Przemka z dziewczynami i mój zapełniony rodzinka. Po pokonaniu wszelkich niedogodności związanych z poruszaniem się po trasie nr 7 dotarliśmy do celu. Na miejscu śniadanko i ruszamy do Rzucewa, gdzie już Qtrowy skład na wodzie pomyka na żaglach 4,5-4,7.Ogólnie bardzo dużo osób znajomych na brzegu lub też ujeżdżających wściekle swój sprzęt.
Ogólne zadowolenie, że świetnie wieje ustępuje myśli, że nie mamy nic mniejszego niż 6,3 .Pomimo braku małego żagla i potwierdzeń kolegów, że 6,3 to wiele za dużo decyduję się na taklowanie- w końcu nie po to się przyjechało pół Polski żeby teraz siedzieć na brzegu i biadolić. W międzyczasie nad wodę zajeżdża ekipa z Walusiem, Kapciem, Matexem, Robsym , Mońkiem i innymi grupowiczami , którzy już od piątku siedzieli w Rewie. Schodzimy razem na wodę. Super jazda do późnych godzin popołudniowych, jedynym mankamentem była duża ilość zielska , które czepiało się stateczników. Jednocześnie warto wspomnieć o kajciarzach , którzy pływali razem z WS -ami i nawet obyło się bez kolizji. Wszyscy schodzimy z wody bardzo zadowoleni, jutro ma też wiać. Przemek i ja ruszamy do Władysławowa, gdzie czeka na mnie rodzinka, Qter , Chrabcio i Hubert jadą razem z Ziołem do 3 city.
Niedziela przywitała nas słoneczkiem i wiatrem, ale nieco słabszym niż dnia poprzedniego. Kurs wszyscy wybrali ten sam –Rzucewo . Dzisiaj na wodzie nie podzielnie panują kajciarze, dzisiaj mają wszystko w dupie, jeżdżą jak chcą, jeden nawet by mnie rozjechał gdybym się nie zorientował w porę, że koleś wali prosto na mnie i nie ma zamiaru mnie ominąć. Tego dnia wszyscy leniwie schodzą na wodę , wiatr wieje z siłą 4 bft. Bez pośpiechu się taklujemy , przyjeżdża Adam z lepszą połową i schodzi na 7,0 . Jakoś bez zapału nadal siedzimy w szuwarach i patrzymy jak Adam się ślizga od czasu do czasu, jednocześnie Przemek schodzi z wody twierdząc że na 6,2 to nie wieje, mój sprzęt tapla się razem, że szwagrem próbującym wejść na deskę po raz pierwszy w swoim życiu.
Zmieniam żagiel na 7,5 i zaliczam 2 godzinki ślizgania się, po południu dojeżdża Hubert z Qtrem i Chrabciem, którzy zabalowali wieczorem. Dzień mija na pływaniu na dużych żaglach. Około godziny 16 zbieramy się w drogę powrotną. Wracamy przez Rewę do obwodnicy trójmiasta, jeszcze kilka godzin i będziemy w domku.
Pozdrawiamy naszych kochanych drogowców, dzięki nim możemy podziwiać zakątki polskiej ziemi jadąc z prędkością krajoznawczą.
Pokaż całość ...

sobota, 1 lipca 2006

Hawaje północy


No wiaterek nas osoatnio nie rozpieszczał, ale jak sie okazuje wschodni kierunek lepiej działa na śródlądziu niż chociażby na Półwyspie. No i postanowiliśmy sprawdzić SWOS ...




Sobota rano. Poczatek wakacji. Za oknem 30st. Nie wieje od miesiąca. Jednak prognozy mówią, że jest szansa na marne 12 węzłów z NE. Dzień wcześniej prawie wszystkie lutki deklarują się, że z samego rana meldują się nad wodą. Pakuje więc sprzet do fury i udaje się nad Zegrze. Wieje rzeczywiście jakieś 12 do 14 węzłów (czasem 3 :)) i właśnie z NE. Sprawdzam WKS jednak tam jest tylko fala a wiatru zupełnie brak. Zajeżdzam jeszcze na dziką, gdzie widzę samochód Ufa, ale jego samego brak. Linia wiatru zaczyna sie tu jakieś 300m od brzegu. To i perspektywa spędu zwolenników opalenizny, który bez wątpienia zacznie się za jakąś godzine skłaniają mnie do przetestowania kolejnego miejsca. Czas odwiedzić SWOS. Dzwonie do Huberta, który nie za bardzo wie gdzie to jest, ale Qter powinien wiedzieć. Niestety Qter nie odbiera. Wiec sam pokonuje 4-krotnie drogę w obok wszystkich ośrodków w Zegrzu i SWOSu nie znajduję. Dopiero jak zadzwonił Qter po jego wskazówkach trafiam na miejsce. Tu udaję sie wjechać na samą pustą, plażę. Z wiatrem podobna sytuacja jak na Dzikiej z tym, że jeszcze trzeba sie wyhalsować za wyspę. Po kilkunastu minutach dojeżdza Qter (który dzwoni do mnie i się pyta jak tam trafić ... ;)) i po nim Hubert. Latamy w najlepsze jakieś 4 godziny i pojawia się jeszcze WiR z Dominiką. W międzyczasie zdążyłem się jeszcze zakopać na plaży, ale na szczeście Hubert przypływa z linką holowniczą, którą pożycza mu Ufo na dzikiej. Jako, że było to nasze pierwsze pływanie po prawie miesięcznej przerwie dajemy sobie na spokój o 15 i powoli zwijamy się do domu. SWOS okazał się miejscem, które raczej działa tylko przy kierunku NE do E i w którym żeby popływać, trzeba się halsować kilkaset metrów poza linię wyspy. Ale jego niezaprzeczalną zaletą jest zupełny brak plażowiczów.
Jeszcze po południu umawiamy się na oglądanie ćwierć-finałów MŚ. Kończymy więc dzień wypływani przy piwku i przegranej Brazyli ...

Więcej zdjęć dostępnych jest tutaj.
Pokaż całość ...