czwartek, 31 sierpnia 2006

Szóstka w tatarakach


Jesień zbliża się coraz większymi krokami więc i wiatru coraz więcej. Narew znów zadziałała tak jak się wszyscy spodziewali.



Przez ostatnie kilka miesięcy można było mieć wrażenie, ze wiatr z jakiegoś powodu bojkotuje nasz kraj. Polityczne rozgrywki na miedzynarodowej arenie najwyraźniej. Ostatnie dobre prognozy były w maju, później jak coś się tylko na horyzoncie pojawiało to z dnia na dzień gasło i obchodziliśmy sie smakiem. Chyba jedynie ktoś kto cały czas siedział nad morzem miał szanse zaliczyć w Polsce troche porządnych pływań tego lata. Natomiast ten, kto się ostatniego dnia wakacji pojawił tam gdzie powinien ustrzelił w przenośni i dosłownie szóstke. Wiało z północnego-zachódu czyli dokładnie wzdłuż koryta Bugo-Narwi, na dodatek wiatr był jak na tutejsze warunki idealnie równy, non-stop jakieś 20-25 węzłow. Ja na ponad trzy godziny pływania miałem może z trzy, cztery halsy na których otworzyło mi zagiel albo musiałem strzelić małą pompkę żeby odpalić. Osobiście nie pamiętam żeby na Zegrzu kiedykolwiek wiało tak czysto. Była oczywiście też falka. I choć nie tak równa jak potrafi byc w tym miejscu, to dało sie od czasu do czasu wyczaić porządną rampę do skoku. Pływanie było generalnie na małych, w sensie śródlądowym, żaglach 5,0-5,8. Tylko harcorowcy Ufo i Konrad wyskoczyli na 6,3, ale harcorowcami byli niejako z przymusu bo nic mniejeszego po prostu nie mieli, A wiaterek powyżej 5 bft to w Warszawie rzecz święta i marnować go z tak prozaicznych powodów nie należy. Z naszej ekipki był jeszcze oprócz mnie Grabek ze swoim nowym nabytkiem w kolorze blue - Exocet'em Cross i Jarek który robił na brzegu za japońskiego turyste i dzielnie strzelał fotki z tego wszystkiego co mu wisiało na szyi. A oprócz nas lokalny specjalista od dziurawienia desek Dzioman, Miquel i Konrad II Falki falkami, wiatr wiatrem ale nie obyło sie poza tym bez dodatkowych atrakcji. Pierwszą było pole jakiejś nawodnej "kapusty" przez które trzeba było się przedrzeć aby dostać się do czystej wody. To specyfika tego miejsca, tyle że aktualnie kapusta jest wyjątkowo gęsta. Miejmy nadzieję że w najbliższych dniach będzie nam ją dane trochę przetrzebić. Drugą atrakcją był dwa pęknięte maszty - Ufa i Miquela. W akcji ściągania tego drugiego uczestniczyli wszyscy pływajacy, czyli w sumie sześć osób. Teoretycznie każdy wiedział jak się do tego zabrać ale w praktyce nie wyglądało to tak zgrabnie jak w "Wietrznej przyjemności". Prawdę powiedziawszy to tylko początek wyglądał w miarę, im dalej w las tym nasz scenariusz odbiegał coraz bardziej od tego filmowego. A skończyło sie na tym że do brzegu osobno dopłynął żagiel, bom i Miguel z deska :). Brrr ... ciekawe jak taka akcja skończyłaby się na morzu ? W sumie wygląda na to, że w sródlądowych warunkach pływanie na rzece jest o wiele bardziej przyjemne i korzystne niż na jeziorach i tylko cieszyć sie trzeba, że jest tak niedoceniane bo dzieki temu mamy super spot tylko dla wybranych :)



Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz