środa, 11 lutego 2009

AKSZON BOJERY 2009 by Qter & Fafik


Pomysł wyjazdu na bojery tkwił w naszych głowach już od kilku ładnych sezonów. Wstępny plan zrodził się na tydzień przed wyjazdem w trakcie wyprawy po żaglostatek Mukiego, a decyzję podjeliśmy w czwartek przed wyjazdem.


Tak wiec w piątek po pracy ruszyliśmy w strone Wilkasów na Mazurach pełną parą jaką oferuje Fafolowy Nissan. Na miejsce doatrliśmy po kilku dobrych godzinach. Zamieszkaliśmy w Wiosce Turystycznej Wilkasy. Jak się potem okazało bylismy jedynymi gośćmi tego ośrodka przez calutki łikend – następnego dnia przyszła do nas pani recepcjonistka po kasę za pobyt oraz pani kucharka aby zaserwować nam „specjalne” mazurskie śniadanie.

Sobotę zaczeliśmy wspomnianym śniadaniem po czym udaliśmy się na lód. Nasz instruktor Adam czekał już na nas razem ze swoją dziewczyną (również instruktorką) Anią w bazie kursmazury.com. Początek to zapoznanie z akwenem, ocena jakości warunków lodowych, spacer po jeziorku czyli przyjemne z pożytecznym (zwłaszcza dla takich lajkoników jak my). Po otaklowaniu bojerów dostaliśmy instruktaż jak wsiadać, jak wysiadać, jak rozpędzac to coś i jak robic zwroty. No i zaczęła sie zabawa. Na poczatku wiała dolna 3-ka więc warunki były lajtowe, potem zaczelo sie rozwiewać więc jako, że nabrallismy już w naszym przekonaniu ogłady zaczeliśmy cisnąć DN-y ile wlezie ;). Na tafli pojawili się też inni fanatycy zabw i uciech na lodzie – dzieciaki na Ice-Opti (takie bojerowe „przedszkole”), koleś na Ice Flayerze (bojer z żaglem windsurfingowym), goście na Ice Boardach.

W oddali tymczasem zaczeły się regaty w klasie DN. Zawodnicy na swych wypasionych regatowych maszynach wyciskali niesamowite prędkości przyprawiające o zawrót głowy. Z oceny Adama my lataliśmy w okolicach 50 km/h – co i tak powodowało skok ciśnienia i lekkie łomotanie serca w momencie zwrotu. Z ciekawostek to udało mi się zerwać wantę w moim bojerze – na szczęście bez strat w ludziach i sprzęcie. Z lodu zeszliśmy w oklicach 15-nastej. Szybka kapiel, obiadek w wymarłynm turystycznie Giżycku i zasłużony odpoczynek w pokoju. Ja byłem tak padnięty, że zasnałem jak dziecko po dobranocce i obudziłem się dopiero nastepnego dnia na śniadanie...

Nastepnego dnia czyli w niedziele niestety nie wiało za bardzo – więc posiedzieliśmy na lodzie, poprzepychaliśmy Monotyp-a (duży bojer dwu-osobowy) oraz DN-y. Czas zleciał nam na dyskusjach w bazie i tyle. Około 14-nastej stwierdziliśmy że styka – więc szybka kapiel, pakowanie, wizyta w pustym porcie MOSW, obiadek i do domu...

Podsumowując: bojery nie są takie straszne jak je malują. Sport ten nie jest jakiś bardzo extremalny (jeśli warunki lodowe są o.k., zachowuje się odrobine zdrowego rozsądku i humoru). Latanie (turystyczne) to bułka z masłem (i czasem dżemem). Cenowo wychodzi tyle co wypad łikendowy w polskie góry a odczucia zupełnie inne. Radocha jest wielka i jak się trochę pociśnie to banan sam pojawia się na twarzy. Czyli nie był to nasz ostatni raz na DN-nach.

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz