środa, 19 sierpnia 2009

Dawno, dawno temu ...


... za siedmioma falami, za siedmioma wydmami żyło sobie plemię Wiatrolutków. Plemię które nie splamiło się odpuszczeniem żadnej.

Żadnej prognozie. Niestety bajkowe czasy mineły i na pierwszą konkretną prognozę po dwóch miesiacach posuchy dane mi było wybrac sie samemu. W sensie windsurfingowym samemu bo na szczeście znalazła sie koleżanka która zapaliła się do takiej wycieczki i dotrzymała mi towarzystwa. Wyjechaliśmy sobie trochę nietypowo bo w środę rano, rozwiewać się miało dopiero po południu więc nie było potrzeby nigdzie się spieszyć. Plan był takie zeby wskoczyć najpierw na rozruch na półwysep a nastepnego dnia uderzyć na morze. Na półwysep dojechaliśmy, odwiedziliśmy Jarka w jego tatarskiej jutrze na Albatrosie a ponieważ wiało trochę niemrawo to postanowiliśmy skoczyć coś zjeśc i zabukować sobie jakąś kwaterę. Jak zaczęliśmy bukować ok 14 to skończyliśmy po 22. Masakra jakaś, w zadnej miejscowości na plw nie było nic wolnego, we Wladku trochę lepiej ale byly tylko pokoje 4-osobowe a ludzie generalnie bardzo zdziwieni ze ktoś chce wynająć dwojkę ??? Udało się w końcu cos wyhaczyć w Swarzewie i niniejszym padliśmy na pysk ze zmęczenia.

Następnego dnia wiało akurat tyle żeby powozic mój suchy tyłek na 4.7. Po kilku godzinkach spędzonych w Chałupach na katowaniu konfiguracji krecha, zwrot, krecha zaczęło mi się już trochę nudzić, szczęśliwie w tym samym niemal momencie zaczęło siadać i z czystym sumieniem można było uciec na rybkę. W planach było jeszcze popołudniowe pływanko ale jakoś tak się złożyło ze resztę dnia spędziliśmy w Pucku i z planów nic nie wyszło.


W piątek postanowiłem odwiedzić zapomniany już trochę spot w Karwii. Trochę problemów z dojazdem miałem bo nie byłem pewny czy charakterystyczne dwie budki telefoniczne przy których trzeba zawinąć w kierunku plaży będą wciąż, w czasach telefonii komórkowej, stały. Na szczęście TPSA w Karwieńskich Błotach ma się dobrze i postanowiła pozostawić swoje drogowskazy. Mała dygresja niewindsurfingowa - same Karwieńskie Błota to błogi odpoczynek po zawalonych wszechobecnym odpustem i goframi z watą cukrową "promenadach" Władka, Jastarni czy innych tego typu Łeb. Pusto, cicho, ludzie tez jakby inni i widać ze przyjezdzaja nad morze odpocząć w odrożnieniu od stonki spędającej czas na pałętaniu się w poszukiwaniu plastikowych atrakcji.

Wracając do własciwego tematu. Pamiętam że kiedyś wraz z pojawieniem się samochodu na nadmorskim parkingu automatycznie i znienacka aktywowała się tak nielubiana przez wszystkich ale bardzo powszechna postać "piątak się należy". Teraz o dziwo parking jest za free. No i to by było chyba na tyle jeśli chodzi o plusy tego spotu. Po kilku wizytach w Łebie zapomniałem już jak niewaveowy potrafi byc Bałtyk. "Przybój" to po prostu fale atakujące nagle i z każdej niemal strony na dodatek okraszone prądem rodem z górskiego potoku. Ciężko jednym słowem. Na dodatek na początku trochę słabo wiało więc pierwsza przejażdzka zakończyła sie mocnym trójkątem. W ramach odpoczynku wziąłem skima i poszedłem pobodysurfować. Też porażka, złapanie jakiejkolwiek fali to czysty przypadek, zero przewidywalności. Przy okazji mogłem się przekonać jak silna "rzeka" tam plynie, wygląda to tak że na głębszej wodzie nie można zwyczajnie ustać. "Rzeka" zmywa. Zostawiłem więc skima i poszedłem przetestować to zjawisko wpław, po uruchomieniu wszystkich moich pływackich rezerw byłem w stanie ledwo, ledwo poruszać się pod prąd. Czyli "potok" musi zapindalać w tempie około 2 m/s. Jedna mała, niefortunna wtopka na starcie i po 30 sekundach zużytych na ustawienie sprzętu do startu jesteś ponad 50 metrów dalej :). Na szczęście po jakimś czasie zaczęło przyzwoicie wiac, dałem sobie spokój z ekperymentami i resztę dnia spędziłem po bożemu. Dało się spokojnie pływac na 5,5, pozniej pewnie na 4,7 ale wolalem zostać z zapasem na spokojne przechodzenie "przyboju". Oprócz mnie jeszcze dwóch gości, słońce i cały spocik dla nas. Wiało lekko side-on i niestety dobry wiatr zaczynał się trochę za "przybojem" więc najlepsze fale do skoków trzeba było odpuszczać żeby spokojnie wyjechać. Niemniej pływanko, mimo wszystkich niedostatków tego miejsca naprawdę udane. Tradycyjna rybka w Karwieńskim barze i zmyliśmy się do domu, do właściwego czyli do Warszawy. O 3 nad ranem było już po wyjeździe.


/hub/

Trochę widoczków ale małowindsurfingowych, jak ktoś lubi windsurfingowe to lepiej na żywo :)


4 komentarze:

  1. fale w Karwii atakują ze wszystkich stron - nawet od strony wydm... ehh wygląda na to że się towarzystwo starzeje szybciej niż nam to się wydaje

    OdpowiedzUsuń
  2. Takie niebieskie pastylki i mozna z tym zyc w miare normalnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a masz takie w ofercie - jak tak to waz dzis na kebaba...

    OdpowiedzUsuń
  4. hmmmm a kiedys nawet karwia nie stwarzala problemu... :> Czas na kajta :P

    OdpowiedzUsuń