czwartek, 4 marca 2010

The Four Dimensions



Elo,

Recenzja nieobiektywna bo moja (Qter) po obejrzeniu wczoraj "4 dimensions" w kinie Luna w Wawie.

Akcja na wodzie - spoko - chociaż spodziewałem się więcej radykalnych ujęć (nic chyba nie pobije Storm Chase).

Widać, że chłopaki mają fun z tego że pływają i wiedzą czego chcą lecz jak stwierdził Fafik - charaktery riderów słabo zarysowane na filmie.

Montaż filmu + muza moim zdaniem 1st class.

No i największy minus to IMHO czas trwania - chyba ze 30min...

Podsumowując - na kolana nie powala, dobrze że Red Bull był za free więc nie szkoda było 15 PLN....

PZDR

Qter

P.S.
Nie żałuje że poszedłem bo fajnie się takie filmy ogląda na dużym ekranie

2 komentarze:

  1. Komentarz zgryźliwego tetryka nr 2.

    W zasadzie to nie powinno być żadnego komentarza bo wszystko działo się tak szybko że nie bardzo pamiętam czy ja w ogóle jakiś film w tym kinie obejrzałem. Coś jednak musiało lecieć bo parę rzeczy mi w pamięci utkwiło.

    Pamiętam: aparat ortodontyczny, nieświadomy coming out Paskowskiego i fascynacje operatora/montażysty swoim niedawnym odkryciem - ujęciami jak z Matrixa (data premiery - 1999 r., data pierwszej parodii 2003, data przejścia w stan passe 2006).

    I ja się panie reżyserze czuje oszukany bo film windsurfingowy powinien mi wypalić w głowie bardziej windsurfingowe wrażenia :)

    /hub/

    OdpowiedzUsuń
  2. Aha, najlepszy film windsurfingowy jaki ostatnio widziałem to "Autor widmo" Polanskiego :)

    Cały czas 5 bft na ekranie, udające wschodnie wybrzeże USA plaże Syltu i dunskiej Romo z krajobrazami jak w Klit, a do tego w garazu domu w ktorym się rozgrywa większość akcji przygotowane do jazdy Tabou. Wyjechanych efektów nie ma a ja i tak caly czas o WS myslalem ;)

    /hub/

    OdpowiedzUsuń