poniedziałek, 14 czerwca 2010

Chłopcy, odsuńcie się od panów ...


... czyli czarne gumy w mieście turystów.

Chociaż wciąż windsurfingowa bieda to sezon powoli nadrabia zaległości. Po lekko opóźnionym otwarciu przyszedł czas na lekko opóźnioną pierwszą wizytę w królestwie gofrów, straganów i cymbergaja. Łeba na szczęście jeszcze przedsezonowa, plażowego towaru mało za to gros wycieczek szkolnych. Paradując po mieście w piankach w opiekunce jednej z nich wzbudziliśmy chyba spore zaniepokojenie bo zaleciła dzieciom żeby się do nas nie zbliżały. Ale do rzeczy.

Prognoza zapowiadała się bardzo obiecująco, przyzwoity zachód z delikatną odkrętką na południe. Gorzej było z frekwencją. Ratunek przyszedł z mało spodziewanej strony, swój pierwszy raz postanowił zaliczyć Hevi. Zapakowaliśmy się więc w Paska i starym windsurfingowym zwyczajem ruszyliśmy nad ranem na morska dwudniówkę. Na miejscu przywitała nas dobra piątka i niestety marna, kartoflana fala. Południowa odkrętka zdecydowanie nie służy temu spotowi. Na dodatek okazało się że zapowiadane upały postanowiły ominąć wybrzeże więc dziewczyna Heviego Ania, skuszona piękną i upalną wiosną w Warszawie, zamiast na plaży spędziła dwa dni w zaparkowanym w lesie samochodzie. Na wodzie panowało 4,7 i tylko Hevi toczył swoją pierwszą, nierówną walke z przybojem na 5,2. Było może z 15 osób, luźno, pusto i generalnie idealne warunki na rozgrzewkę po zimie - morski frirajd z solidnym wiatrem. Nazajutrz dowiedzieliśmy się, że pustki na spocie zawdzięczaliśmy po części temu że trochę osób postanowiło zaliczyć Karwię, podobno ta miejscówka bardziej dawała radę przy takim kierunku wiatru. Pohasaliśmy sobie w tym rześkim powietrzu do 15, potem wiatr wyłączono więc kwaterka i na wieczór równie tradycyjny Henio i jeszcze bardziej tradycyjny pad na pysk w okolicach 21.30.

A w niedzielę powtórka. Wiało troszkę mocniej i na szczęście odkręciło na zachód więc zbudowała się delikatna fala. Pojawiło się też od razu więcej twarzy. U mnie ponownie 4,7 a Hevi postanowił wyrównać swoje szanse i ruszył do boju z 4,0. W sumie taki spokojny łejwik, można było i poskakać i pokręcić na fali wiatr też nie nastręczał żadnych trudności ani za silny ani za słaby. Dzień zdecydowanie na plus. Henio, siódemka i pad na pysk już w domu.

Czekamy na dokładkę już w liczniejszym składzie. W ramach mobilizacji przypadek Avy, która wsiadła w samochód i sama przyjechała na prognozę na niedziele. Jak powstanie fanklub tej pani to ja się piszę na prezesa :)

/hub/


Pływanie dobre czyli fotek brak, kilka tu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz