niedziela, 10 października 2010

Śródziemna dwudniowa trzydniówka 04-05.10


Rok dziwnych wydarzeń dał o sobie znać również windsurfingowo i polski sezon zamknął się pogodowym fenomenem.

Przez trzy dni na śródlądziu wiał mocny wiatr. Równy, silny a na dodatek z piękną pogodą i słońcem. I żeby było ciekawiej wiał nie z tej strony, bo ze wschodu. Wszystko to za sprawą wyżu znad Rosji którego wpływ na pogodę w Polsce daje takie właśnie kontynentalne objawy. Robi się sucho, ładnie, bezchmurnie i rześko (albo upalnie jeśli to lato). No i z reguły wychodzi wielkie zero z bardzo ładnych prognoz więc naczelna zasada wszystkich wiatrolubów jest taka żeby nie ufać pięknym niespodziankom ze wschodu. Nie tym razem.

Od poniedziałku do środy można było bardzo ładnie zakończyć sezon, oczywiście pod warunkiem że się go w ogóle porządnie zaczęło. Na półwysep zapraszał dodatkowy lokalny fenomen, czyli falki przy Kaszycy pojawiające się tam tylko przy południowym wietrze. Wygląda na to że bardzo udanie z tego skorzystali nasi zaprzyjaźnieni Waveamigosi. Ja w Wawie w poniedziałek zacząłem na WKS. Wiatru nie brakowało, pogoda przepiękna a całe Zegrze "opanowane" przez może 15 deskarzy, poza tym pusto i gdzieniegdzie tylko łabędź przeplatany wędkarzem. Mimo chłodu udało mi się nawet godzinkę popływać w standardowym polskim opakowaniu windsurfingowym typu pianka 4/3. Potem stwierdziłem że warto dołożyć buty i kaptur i taki zestaw zapewniał spokojny komfort na 3-4 h. Na WKS niestety tworzył się okrutny chop, a że warunki przyrody zachęcały przede wszystkim do speedu to na plan pierwszy w tym pływaniu wysuwało się to że bardzo trzęsło.


 Następnego dnia postanowiłem więc przetestować przy tym kierunku Skubiankę. Mimo że wiatr wchodził tam ładnie wzdłuż koryta, tyle że oczywiście nie z tej co zwykle strony, pierwszego dnia odpuściłem bo z mostu wyglądało że wieje tam o wiele słabiej. Na szczęście na miejscu okazało się, że to co wyglądało na kiepskie warunki było w rzeczywistości wielkim plusem tej miejscówki. Za mostem znikał  przeraźliwy chop a dzięki dyszy wiatru było chyba więcej. Tu już była pełna integracja z przyrodą, przez trzy godziny zupełnie sam na wodzie, niesamowicie równe 6 Bft i mocno przeżaglowane 5,5 w momentami trochę zmarzniętych rękach. Nie wziąłem 4,7 a to był właśnie ten jeden dzień w sezonie w którym ten żagiel by zadziałał na śródlądziu.


Mam nadzieję, że niewiele osób to czyta bo Skubianka naprawdę jest warta swojej niedostępności. Na wtorku się niestety u mnie skończyło choć wygląda na to że i w środę wszystko tak samo ładnie działało.

Było dobrze, fotek nie ma

/hub/

1 komentarz:

  1. Czytamy, czytamy...:) I pozdrawiamy z Wrocławia

    Sławek
    WaveAmigo

    OdpowiedzUsuń