czwartek, 8 września 2011

Fuerteventura 2011 - rodzinno-windsurfingowe wakacje


Wbrew pozorom to nie ja byłem pomysłodawcą pomysłu spędzenia 2 tygodni wakacji w najwietrzniejszym miejscu na świecie o tej porze roku ...
... ale jak usłyszałem o tym pomyśle od mojej żony, byłem zachwycony. Okazało się, że z koleżanką zrobiły rekonesans i znalazły sprawdzony hotel, R2 Rio Calma w Cosa Calma na wyspie Fuerteventura, w którym to ponoć sam król Hiszpanii, Juan Carlos, się zatrzymuje, jak odwiedza wyspę ... i ponoć, jest to jego ulubiony hotel ;)
Dopóki zaliczka nie była wpłacona, nie wychylałem się zbytnio z analizą i planowaniem wakacji, aby przypadkiem nie zapeszyć. W końcu klamka zapadła, kasa została wpłacona i mogłem zacząć planować jak połączyć rodzinny wypoczynek z windsurfingiem.

Podróż

Jechaliśmy w dwie rodziny z małymi dziećmi, Julka 9 miesięcy, Wiktoria 1 rok i 9 miesięcy.
Do samego wyjazdu sytuację z wylotem mieliśmy niepewną, bo nasza 9 miesięczna Julka 2 tygodnie przed wyjazdem się rozchorowała. Na szczęście jakoś udało się ją podkurować, jednak bez zabrania leków się nie obyło. Pierwotnie wylot mieliśmy mieć o 9. W przeddzień wylotu, wieczorem zadzwonili znajomi z info, że wylot przełożony na 5 rano. Oznaczało to ni mniej ni więcej jak pobudkę w środku nocy. Mimo szczerych chęci nie obyło się bez nadbagażu. Jedyne 11 kg ;) przeszło chyba tylko dzięki temu, że byliśmy z dzieckiem i był to czarter. Ani w jedną ani w drugą stronę nie musieliśmy nic dopłacać
Obawialiśmy się trochę jak nasza mała zniesie podróż, jak się okazało później, zupełnie niepotrzebnie. Julka większość 5 godzinnego lotu i 1 godziny jazdy autobusem do hotelu przespała. Gorzej niestety mieli znajomi z rok starszą Wiktorią. Dobra rada to lecieć w tak długą podróż z dzieckiem, które jeszcze nie chodzi i dużo śpi ;) u nas to się świetnie sprawdziło.

Hotel

Hotel usytuowany był na wzgórzu, z którego widok rozciągał się na Costa Calma oraz na ocean. Wnętrza i sam teren wokół hotelu robiły bardzo dobre wrażenie. Wszystko urządzone w stylu kolonialnym. Teren hotelu rozłożony na tarasach, z czego na największym znajdowały się 3 duże baseny i brodzik 50cm głębokości dla maluchów, przy którym można było nas najczęściej spotkać. Na najniżej położonym tarasie, przy oceanie, sztuczna plaża i basen z morską, słoną wodą. Poza tym, boiska do tenisa, plażówki, pole do mini golfa, plac zabaw dla dzieci, siłownia, sauna, squash itp.
itd. jednym słowem wszystko, czego sobie można zażyczyć. Codziennie od rana kilka animacji typu siatkówka w basenie, strzelanie z łuku, wiatrówki, joga, salsa, wodny aerobik, siatkówka plażowa, mini golf itp. Nudzić się raczej nie było kiedy ;)
Niestety itaka w tym hotelu miała tylko ofertę HB i musieliśmy się dożywiać na mieście. Z tego co mówili poznani w hotelu Polacy, biura niemieckie, z którego oni korzystali, dają opcję z 3 posiłkami. W tym hotelu i z dziećmi było by to jak najbardziej wskazane, ze względu na odległość od centrum, do którego było jakieś 20 minut spacerkiem. Śniadania i obiadokolacje za to na pełnym wypasie, m.in. szampan do śniadania, lody, ciasta, świeże owoce, krewetki, ostrygi, ośmiornice itp owoce morza, poza tym inne lokalne przysmaki i wiele innych ... nie do przejedzenia. Co ciekawe były też śledziki ... a ja myślałem, że to tylko w Polsce je jemy. Napoje do posiłków były dodatkowo płatne, podobnie jak leżaki na dolnym tarasie, na piasku przy sztucznej plaży.



Windsurfing

Jedyna baza o której wiedziałem i która jest w okolicy Costa Calma to Rene Egli. Zrobiłem rekonesans cen w bazie i zdębiałem. Okazało się, że za pakiet 9 z 14 dni wypożyczenia sprzętu w podstawowym pakiecie SPORT trzeba by było zapłacić 430 EUR!!! dodatkowo opcjonalne ubezpieczenie 45EUR, a chcąc pływać na zmianę z drugą pływającą połówką + 25% SZOK! Zadzwoniłem do Grabka i Martineza żeby zapytać gdzie oni pływali będąc na Fuercie i spytałem o alternatywę. Martinez pływał u Renego, ale z ratunkiem przyszedł Grabek. Podrzucił mi info o drugiej bazie w samej Costa Calma. Google zbyt chętne do pomocy nie było, ale w końcu udało mi się znaleźć stronę internetową http://www.fuerte-surf.com/ a na niej kontakt. Po przejrzeniu cen i oferty uśmiech zawitał na mojej twarzy, gdyż było niemal o połowę taniej. :) Gdzie haczyk? ... w lokalizacji. Baza znajduje się na plaży hotelowej, w miejscu osłoniętym wiatrem przez pobliskie hotele. Grabek wspominał, że przez to wiatr jest szkwalisty i tworzy się nieprzyjemny chop i pływanie jest jak na Zegrzu. Mimo wszystko, postanowiłem spróbować. Dodatkowo przy wcześniejszej rezerwacji, pary z dzieckiem nie mają dodatkowej dopłaty za wypożyczenie i mogą pływać na zmianę, więc gdyby Ola też chciała pływać to rozwiązanie pasowało idealnie. Sprzęt zarezerwowałem, zaliczka nie była potrzebna. Pierwszego dnia po przylocie wybraliśmy się na rekonesans po okolicy. Ja korzystając z okazji zajrzałem do bazy, żeby sprawdzić co i jak. Bazę prowadzą Niemcy. Sprzęt nowy, deski Tabou, żagle Gaastra, przeważnie nówki z 2011r.Większość klientów to klienci pobliskich hoteli i w większości niemieckojęzyczna. Bez problemu jednak można było się z nimi dogadać po angielsku. Jako, że pierwszego dnia do bazy dotarłem dość późno, umówiłem się na następny dzień. Baza czynna jest od 10-17. Za 10 dni zainkasowali z góry 250EUR i nie było konieczności aby wykorzystywać je ciągiem, czyli dla mnie był to taki idealny pakiecik 10z14. Wiało codziennie z kierunku północnego, co przy tym spocie oznaczało side off shore z lewej strony. Od 10tej zaczynało się rozwiewać i było słabiej i stabilniej, koło 13 zaczynało już mocniej powiewać i szkwalić i około 15-16 z powrotem się normowało.

Pierwszego dnia strasznie napalony chciałem bardzo pływać przy najsilniejszym wietrze. Poszedłem na 13tą. Z brzegu wrażenie było złudne i dla mnie jako osoby nie znającej spotu ciężko było ocenić siłę wiatru i rozmiar żagla. Na pytanie o siłę wiatru od szefa bazy dostałem odpowiedź, że wieje bardzo mocno ;) Na wodzie ludzie na 3,7 - 5,5. Jako, że lubię być solidnie dożaglowany poprosiłem o 5.0 i 96l i ruszyłem na wodę. Jazda była - jak to kolega WIR opisuje - jak na dzikiej świni ;) dwa halsy i jako, że to było moje pierwsze pływanie w tym roku już byłem wykończony. Szybko wróciłem na brzeg i ruszyłem z 4.2 które okazało się, że też było za duże. Na kolejną zmianę nie miałem już sił i po jakichś 2 godzinkach na wodzie wróciłem do hotelu. Następnego dnia było trochę słabiej, nauczony dniem poprzednim wziąłem 4,7 i okazało się to trafieniem w 10tkę :) Kolejne dni wyglądały zgoła podobnie, docierałem do bazy około 12tej, 3 godzinki na wodzie i powrót do hotelu. Z dnia na dzień zaczynałem lepiej poznawać spot oraz chłopaków z bazy, którzy dobrze doradzali przy doborze sprzętu oraz miejscach gdzie pływać. Okazało się, że równy i silny wiatr zaczynał się jakieś 800m od brzegu, na granicy błękitnej i ciemnej wody. Tam też zaczynały się tworzyć większe falki - niestety tylko do skoków, bo do jazdy były zbyt krótkie. Do południa były równiejsze, po południu zaczynało już gęsto i nieregularnie falować. Jednego z ostatnich dni, kiedy pływałem ok 1km od brzegu zaczło siadać i nie było szansy na powrót do brzegu w ślizgu. Całe szczęście chłopaki z bazy też to zauważyli i po jakimś czasie podpłynął do mnie Micah (szef bazy) na pontonie z silnikiem i zaproponował podwózkę :) Okazało się, że monitoring przez lornetkę oraz kartki osób będących na wodzie się jednak do czegoś przydają. Kiedy wracaliśmy do brzegu siadło już totalnie i zrobiła się mega flauta. Micah wysadził mnie przy brzegu i popłynął po następnych. W rozmowie okazało się, że czasem jak wiatr odkręca taka flauta się zdarza.
Podsumowując, statystyka pływania 100% na żaglach poniżej 5.0 m2 :D Najmniejszy żagiel na jakim pływałem to było 3,7. Pierwszy raz W życiu pływałem w ślizgu na tak małym żaglu, przy moich 90kg+ rzadko są takie warunki. Deski 106L i 96L, raz wziąłem 116L ale przy jej 68cm szerokości była niewiarygodnie mułowata i miała duże opory przy inicjacji skrętu, 106L okazała się o niebo lepsza i większość czasu właśnie na niej pływałem.

Inne spoty jakie spotkałem na wyspie to zaraz przy hotelu, dziki spot z płaską wodą i wiatrem od brzegu. Idealny do ćwiczenia freestyle-u, na północy wyspy na wydmach Corralejo Dunes z super falami oraz bliżej samego Corralejo flag beach. Na obu wiało na lewy hals ale niestety nie było dane mi na nich pływać.





Wyspa

Fuertaventura to powulkaniczna wyspa, która jest bardzo mało zaludniona. W drodze z południa na północ wyspy było kilka miejscowości turystycznych gdzie widać było jakieś życie. Na całej reszcie spotkać można zwały lawy, wygasłe wulkany i kozy ;)
Zrobiliśmy sobie parę wycieczek, ale jako, że z dzieciakami nie można było sobie pozwolić na jakieś dłuższe wypady zbytnio nie szaleliśmy w tym temacie. Byliśmy w parku dzikich zwierząt, który jest bardzo blisko Costa Calma - autobusem jakieś 15min drogi. Parę razy również zaliczyliśmy portową miescowość Morro Jable, gdzie plażowaliśmy, ujeżdżaliśmy oceaniczne fale i włóczyliśmy się po sklepach. Żałuję, że nie zakupiłem na miejscu bodyboarda, bo zabawa na falach była by meeega przednia, chociaż na brzuchu też jeździło się wyśmienicie. Lokalni surferzy ujeżdżali 2m falki aż miło było popatrzeć. Surfing jest super! Nie było mi dane zobaczyć zachodniego wybrzeża wyspy, ale ponoć tam są największe fale.
Na najdłuższą, całodniową wycieczkę, wybraliśmy się wypożyczonym samochodem - na północ wyspy do Corralejo, gdzie zwiedziliśmy miasteczko, zaliczyliśmy Park Wodny i wydmy. Krajobraz wyspy ciekawy, choć przyznam szczerze, że spodziewałem się większej ilości zieleni. Bardzo polecam wydmy - park narodowy - przed Corralejo. Na prawdę bardzo urocza miejscówka.
Ceny na miejscu trochę wyższe niż w polsce, chociaż w najtańszych supermarketach (Spar) porównywalne. Przykładowo pizza w kanjpie ok 8EUR, obiad ok.12EUR, w markecie za dobre lokalne piwo 0,33l trzeba zapłacić od 50eurocentów wzwyż, whisky Jameson 0,7l jakieś 15EUR. Perfumy tańsze niż u nas, na lotnisku się nie opłaca kupować, polecam sieć perfumerii Dalia gdzie mają dobre promocje.

Wyjazd ogólnie bardzo udany i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę.

17.07.2011
ufo

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz