czwartek, 12 stycznia 2012

Taniej niż w Biedronce




Rok wcześniej mieliśmy jechać do Egiptu. Wycieczka zapłacona, urlopy zarezerwowane, ekipa zebrana i Selectours poinformował szczęśliwców, że ogłasza upadłość. Kasa przepadła, urlop niewykorzystany, zostało tylko trochę drobnych na whisky.
        W tym roku chcąc przełamać złą passę, postanowiliśmy zmierzyć się z przeznaczeniem i udać się "ponownie"do Egiptu. Ta sama miejscowość, ten sam hotel, ta sama ekipa, ten sam termin. Przed samym wyjazdem zrobiło się trochę gorąco bo dopadła nas jakaś bakteria, ale stwierdziliśmy, że się nie poddamy tak łatwo.Jednym słowem silna wola, antybiotyki, trochę przychylności losu i udało się.



       Wylądowaliśmy w Hurgadzie, później dłuższa chwila w autokarze i już jesteśmy w hotelu Shams Safaga. Hotel przeznaczony jest dla mało wymagającej klienteli. Dość napisać, że zaraz po przyjeździe w nocy w kuchni widzieliśmy szczura (zresztą później jeszcze kilkukrotnie towarzyszył nam przy basenie – może tresowany jakiś był … ;)).


        Z jednej strony trudno zabezpieczyć się przez ich wtargnięciem, gdy nawet nocą wszystko jest pootwierane, ale dla wielu to może być nie do przetrawienia. O jaszczurkach na ścianach w korytarzu hotelowym nawet nie ma co wspominać.



        Mała, standardowa zadyma na recepcji i udaje się wywalczyć pokoje w których kobiety czują się jako tako. Trzeba przyznać, że już nawet łapówka przy meldowaniu w hotelu nie załatwia sprawy. Tak czy siak ok. 4 w nocy kładziemy się, aby przespać pierwszą noc w Safadze.

        Rano uzmysłowiłem sobie, że błędem było wyłączenie klimatyzatora na noc. Później mimo hałasu, który produkował zasypialiśmy i wyłączaliśmy go dopiero rano gdy opuszczaliśmy hotel.Sam hotel dzieli się na kilka części. Jeden główny budynek – w najgorszym standardzie, mniejszy po remoncie (tu pokoje były naprawdę przyzwoite) no i bungalowy w ogrodzie przy plaży. Plaża szeroka, leżaki za free, sporo miejsca dla każdego. Jest też jeden średniej wielkości basen. Jedzenia dużo i smaczne. Wybór też spory. A ciast i innych słodkości to wręcz nie do przejedzenia. Alkohol w opcji allinclusive to lokalne trunki smakiem, wyglądem i zapachem przypominające gorzelany z dodatkiem PB95. Kto kiedyś próbował spuścić trochę benzyny przez wężyk z baku samochodu wie o co chodzi. Więc lepiej kupić odpowiedni zapas na bezcłowym przed wylotem. Animacje do dupy. Jednego wieczoru nie wytrzymaliśmy i zrobiliśmy sami wieczorne „animacje”. Rozkręciliśmy hotel tak, że po godzinie X pościągali kilku managerów, ale na szczęście dla nich żaden nie odważył się nawet podejść. :)



         Zaletą hotelu, jak dla mnie jest bliskość Safagi, która to jeszcze jest postrzegana jako prawdziwa Egipska miejscowość, gdzie turyści są nadal w mniejszości. Wybraliśmy się tam kilka razy (taksa kosztuje ok 70 LE, a lokalny busik do złapania przy głównej drodze do Safagi 1 LE od osoby). Raz pojechaliśmy tam z dziewczynami, które to nieświadome jaką krzywdę zrobiły lokalesom nie przykrywając ramion a tym bardziej zakładając krótkie spodenki po 15 minutach chciały wracać do hotelu. Sensacja była spora i pewnie lokalesi wspominają naszą wizytę z rozrzewnieniem do dziś.

         Na plaży sąsiaduje ze sobą chyba 5 hoteli. Przy każdym jest jakaś baza nurkowa, windsurfingowa i co tam jeszcze się dało upchnąć.


         Na plaży kupę handlarzy wycieczkami i innymi atrakcjami. Po sporym targowaniu wychodzi minimum 1/3 taniej od ceny oferowanej przez rezydentów. My dla zabicia czasu wzięliśmy chyba wszystkie możliwe atrakcje – od masaży w lokalnym spa, przez nurkowanie , quady po pustyni po wizytę w Luxsorze.

         Przed samym hotelem jest baza Mistrala.Wiatr wieje side-off. Podczas mojego pobytu wiało od rana do ok 14 +-4B . Trochę mocniej było dalej od brzegu. Zero fal. Przy brzegu czasem było ciężko wystartować. Generalnie nudy. Woda jak to w Egiptowie. Ciepła i pełna wszelakich rybek. Przy brzegu można pooglądać fragmenty rafy. Fajnie jest tak naprawdę dopiero jak wypłynie się na większe rafy łodzią. No ze dwa dni można tak spędzić . Później nudy :>



         Decydując się na cokolwiek trzeba wziąć poprawkę, że jesteśmy w arabskim kraju. Minuta trwa tu 15 minut, czerwony motor okazuje się zielonym rowerem, który kiedyś przecież miał czerwoną ramę i stał obok motoru itd… Generalnie po zaprawie w Maroku jakoś sobie radziliśmy, ale trzeba być czujnym. Jak już za coś zapłaciłeś to nie możesz się spodziewać, że będzie tak fajnie jak obiecali. Bo wtedy trzeba już szukać nowego klienta a ty i tak zaraz wyjedziesz.

Generalnie moim zdaniem dobre miejsce na relaks, ale nie dłuższy niż tydzień.

Muki

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz