poniedziałek, 27 lutego 2012

40cm lodu


Było nas pięciu chętnych zimowych lotów a zostało trzech. Finalnie w okolicach Giżycka pojawił się Qter, Fafik i Czesio... 

Zaczeliśmy standardowo : czyli w piątek wieczorem poprzez Ełk do Giża, tam zamelinowanie w ośrodku, w którym jak zwykle  byliśmy jedynymi gośmi, i jakieś małe co nie co wieczorową porą. Sobota przywitała nas dość silnymi podmuchami wiatru i zachmurzonym niebem. Zjedliśmy szybkie śniadanie w „Barze Leśnym” gdzie na nogi postawił nas żur i na jezioro. Na początek poszdł monotyp oraz jeden DN. Z Czesiem zacząłem latanie na monotypie co by wprowadzic go w tajniki latania. Chłopak po nocnych lekcjach dawał radę więc przesiedliśmy się na DN-y. Tymaczasem Faf katował loty „tam i z powrotem”. Kubica byłby z niego dumny. Lataliśmy do upadłego – czyli praktycznie do wczesnego zmierzchu. Po lataniu zaliczyliśmy Giżyckie „Kuchnie Świata” pożywiając się jak przystało na twardzieli mięsiwem i browarem. Na koniec wrócilismy do naszego SPA i udalismy się na saunę. Sesja w saunie tak nas rozleniwiła, że wieczorkiem padliśmy na przysłowiowy ryj w swoich wyrach. Niedziela wyglądała z pozoru na taką samą lecz na zamarznietej tafli jeziora panował istny armagedon. Problemem był nie tyle silny wiatr ale mega kopy do 8 Bft. Tzw. strzały znikąd szybko zweryfikowały nasze umiejetności. Zaczeło się niewinnie od zgubionej zawleczki wanty. Potem było już tylko gorzej. Prędkosci osiagane na dwóch refech na DN-ach były wręcz imponujące. Na tyle, że w kopach „udało” nam się połamać maszt i podrzeć jeden z żagli. Dzień dostarczył nam porządnej dawki adrenaliny i na długo pozostanie nam w pamięci. Skończyliśmy latać koło 15-nastej. Szybkie pakowanie, obiad i przez Ełk do Wawy. Na miejscu korzystaliśmy ze sprawdzonej ekipy Adama i Ani z www.kursmazury.pl. Dwa dni pełne wrażeń podrasowały nasze uśpione zimowymi mrozami ego. Jednym słowem do zobaczenia za rok.

To pisałem ja: Qter

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz