piątek, 2 sierpnia 2013

Intensywny weekend

Intensywnie ….

Dosyć intensywny weekend. Sporo zrobionych kilometrów, ale też wykorzystana każda chwila. 3 dyscypliny, wszystkie na wodzie. Oby więcej takich dni ....





 Plan był prosty. Spływ w weekend i wracamy do domu. W piątek zjechała się więc cała ekipa i w sobotę rano po czymś stawiającym na nogi gotowi byliśmy do zejścia na wodę. Wodowanie w Wądzyniu I pierwsze 30 min na lajciku. Rzeka dosyć szeroka, głęboka itd. Ogladanie rybek, przyrody jednym słowem nudy. Wszystko się zmieniło jak wpłyneliśmy w las. Rzeka zamieniła się w płytki potok z dziesiątkami zwalonych drzew. Przeciskanie kajaków pod, nad z boku itd dało w kość. Do tego niski poziom wody, wystające kamienie, przeciąganie kajaków przez kamienne mielizny ... Po ok 4 godzinach okazało się, że zapomnieliśmy wziąść prowiantu – a to był dopiero półmetek. “Tanie wino zwane cydrem” I piwo troche nas poratowały, ale żołądki powoli domagały się czegoś wiecej. Do tej pory mieliśmy wodę po kostki maks po kolana, twarde dno I brzegi więc zmaganie z drzewani nie było takie trudne. Ale klejny odcinek to głęboka woda, bagniste brzegi I kolejne drzewa do pokonania. W pewnym momencie widać na twarzach nazych gości widać było, żę mają dosyć. Na szczęście po przeciągnieciu kajaków przez kolejna przeszkodę (fafik się poświęcił I zaliczył niezłe okłądy błotne) zbiżaliśmy się powoli do jeziora. Miało być cudownie, ale nadwątlone już morale zostało wystawione po raz kolejny na próbe. Na jeziorze wiała ładna czwóreczka I robiło się zafalowanie. Musieliśmy spłynać do Szczuplin coś zjeść I naładować akumulatory. Płynięcie wzdłuż fali dało się nieźle we znaki ale wszyscy jakoś się z tym uporali I w końcu mogliśmy coś skonsumować. Sklep w Szczuplinach przywitał nas otwarymi rękoma I już po chwili wszyscy raczyli się kiełbachą z musztardą popijaną piwkiem. Byliśmy mokrzy, wiał chłodny wiatr I robiło się poźno. Pora wracać. Tyle, że w międzyczasie Marcin nabawił się jakichś dolegliwości żołądkowych I nie był w stanie wsiąść do kajaka (tym bardziej, że do bazy zostało jakieś 2 km wodą pod wiatr). Chcieliśmy zadzwonić po transport, ale oczywiście w telefonie skończyły się bateryjki a nikt nie znał numeru.



Szybka decyzja, biorę jedynkę I walę pod fale do bazy. Zabieram furę I wracam po Marcina I kajaki. Reszta na spokojnie płynie za mną. Akcja zakończyła się sukcesem, wszyscy wrócili przed zmrokiem I imprezy część drugą należało zacząć. Drugi dzień to lajcik od nas do Świtezianki. Szeroko, głęboko, bez prądu. Ja już odpuściłem gdyż miałem nadzieje na jakiś wiatr. Wszyscy po lodach w świteziance wrócili, wiatr nie zawiał więc grill I nasi goście odjeżdżają. Ja zostaje bo ma wiać. Wieczorem umawiam się z Dziomanem na wypad do Kadyn. Ma się rozwiewać od 11 I wiać przez resztę dnia. Spotykamy się rano w Ostródzie, przesiadamy do jednej fury I o 9 po godzinnym poszukiwaniu wzdłuż łąk I pastwisk plaży meldujemy się na spocie. Wieje mniej więcej 0B. Odpalamy kompa, sprawdzamy prognozę I jak to zazwyczaj bywa prognoza się przesunęła na wieczór. Ma wiać od 17....



Szybka decyzja, wracamy do Ostródy na wake'a. Meldujemy się na wyciągu kilka minut przed otwarciem. Pianki przyodziane, deski w dłoni no I czekamy aż chłopaki uwiną się z przygotowaniem wyciągu, Czekamy, czekamy I w końcu się doczekaliśmy. Dzioman już wprawiony do jednej dechy startuje praktycznie od razu. Ja potrzebuje kilku startów, ale ostatecznie udaje mi się ujeździć bestię. Bawimy się tak, aż kończą nam się karnety I wracamy do domków. Dzioman do Wawy ja do Rybna. Jutro też ma wiać :)
Po zameldowaniu się w Rybnie okazuje się, że wieje NW. Idealny kierunek na start od nas z plaży. Wiec zaliczam jeszcze miłą, wieczorną sesyjkę na lokalnym spocie :). 

Kolejny dzień to plan na szybki wypad do Kadyn, ale równy wiatr z NW zachęca do przeniesienia sprzętu te 50 metrów (tym bardziej, że był już otaklowany) I pływania na miejscu. I tak też się stało. Wiało wyjątkowo równo jak na nasze warunki więc udało się trochę polatać. Kolejny miły dzionek zaliczony.

Wnioski:
Nie pchać się na wspomniany odcinek rzeki jeśli poziom wody nie podniesie się o min 15 cm.
Kadyny są naprawdę blisko I może to być fajny spot.
Jeśli ktoś twierdzi, że Warszawa jest rozkopana niech jedzie do Elbląga.


więcej zdjęć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz