sobota, 19 października 2013

Lepsza Rewa niż …






Jesienne plany przez moment były ambitne. Klitmoller, ktorego już dłuższy czas nie odwiedzaliśmy miało nas gościć przez tydzień tej jesieni. Było nawet kilkoro chętnych z naszej ekipy. Gdy zaczął się budować jakiś konkretny fron Bartek Świderski też potwierdził chęć wyjazdu. Gdy szykowało się coś konkretnego...
Jesienne plany przez moment były ambitne. Klitmoller, ktorego już dłuższy czas nie odwiedzaliśmy miało nas gościć przez tydzień tej jesieni. Było nawet kilkoro chętnych z naszej ekipy. Gdy zaczął się budować jakiś konkretny fron Bartek Świderski też potwierdził chęć wyjazdu. Gdy szykowało się coś konkretnego Qtr zameldował, żę włócząc sie po po wschodnich krajach zruzgotał sobie noge na motorze, Martinezz był w trakcie dealu życia, Chrabcio dostał czerwoną kartkę od żony więc na placu boju zostałem tylko ja I Hubert. Ostatecznie więc stwierdziliśmy, że w dwójkę to mało rentowny interes a jako, że front miał też objąć Polskę stwierdziliśmy, że pojedziemy na polskie wybrzeże. Ostatecznie skończyło się tak jak to często bywa czyli z zapowiadanych 35 węzłów zostało 12 no I my w domach.
Tydzień później w końcu pojawiła się szansa na wiatr. N placu boju zostałem tylko ja. Kilka telefonów do Dziomana I decyzja, że jedziemy na 3 dni do Rewy. Dzioman jako rozkręcający kajciarz swój pierwszy raz na morzu odłożył na później :)



W Rewie zawitaliśmy w poniedziałek rano. Wiało jakies 5b. Szybkie taklowanie I ja na 5.2 schodzę na wodę od strony nawietrznej cyplu. W międzyczasie dojeźdza Pienio z kolegą, który przyjechał dzień wcześniej na Półwysep. Na półwyspie było off więc Rewa była idealnym miejscem. Dzioman bierze latawiec 9m I schodzimy na wodę. Świeci słońce, woda jeszcze ciepła, lekkie zafalowanie – idealne warunki na rozpływanie się. Pływamy do końca dnia I idziemy szukać kwater. Znajdujemy fajną miejscówkę z miłym gospodarzem (35 pln za noc) i po 3 piwkach zasypiamy zmęczeni. Wtorek wieje mocniej. Ja zakładam 4.4 a dzioman bierze 7m. Na wodzie 1/3 latawców z dnia poprzedniego i tylko z 5 desek. Jest naprawdę nieźle. Momentami pojawiają się falki na których można całkiem fanie polecieć. Czasem udaje też się z jakąś zabrać. Naprawdę super zabawa. Po ok godzinie pływania dzimana latawiec nie wytrzymuje I rozdziera się praktycznie na pół. To był jego koniec na wodzie tego dnia. Ja latam jeszcze do momentu w którym moje ręce zaczynaja sięgać kostek I zaczyna kropić. Wrzucamy graty do samochodu I ewakułacja do wawy. Rozpatrywaliśmy jeszcze zostanie na środę, ale prognoza się pogarszałą z godziny na godzinę I stwierdziliśmy, że z tego raczej nic nie będzie. Szczęśliwy I zmęczeni wieczorkiem meldujemy się w domach.



To było prawdopodobnie nasze zakończenie niezbyt intensywnego sezonu, sprawiło nam niesamowitą radoche I dało trochę w kość. Troszkę się poobijaliśmy I nadwyrężyliśmy kilka mięśni, ale dzięki temu znów poczuliśmy po co to robimy :)

Więcej zdjęć tutaj

muki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz