sobota, 1 marca 2014

Sanki precz!



Miała być zima, miało być zimno miało być biało i być miło. Było tylko miło :)
4 rodziny, banda dzieciaków, wielka chałupa, stoki pod nosem, knajpy za rogiem i sauna pod bokiem.


Taka był w tym roku plan. Wybór padł na Czechy, wieś Lipowe Laznie obok Jaseniki.
Chata praktycznie u podnóża górki na której było kilka wyciągów (dało by się zjechać na nartach do samej chaty). Miejsce idealne do szlifowania umiejętności dzieciaków.


Pech tylko chciał, ze zima w tym roku trwała tydzień i skończyła się 3 tygodnie przed naszym wyjazdem.
Do ostatniej chwili wahaliśmy się czy jechać. Generalnie stwierdziliśmy, że jak nie pojeździmy na nartach to przynajmniej się zresetujemy. My z Qtrami dojechaliśmy na miejsce według planu w sobotę koło południa. Cześki ze względu na nieplanowane zajęcia służbowe dojechali w nocy natomiast Dziubki spowolnieni przez wirusy i inne bakterie w niedzielę.
Grunt, żę wszyscy dotarli :)

Na stokach, które mieliśmy pod nosem śniegu nie było praktycznie nic.
Natomiast 5 km od nas był większy ośrodek zwany Ramzowa. Był trochę wyżej (najwyższa stacja na ok 1400m). Tam widocznie nasypali tyle śniegu jak jeszcze pogoda na to pozwalała, że wszystkie wyciągi działały i dało się jeździć.


Qtry i Cześki ze swoimi dzieciakami od razu wybrali większe stoki. My natomiast wzięliśmy instruktora, żeby nasza młoda dalej mogła się szkolić w szkółce, która była na miejscu. Skończyło się po 15 minutach rozpaczą, żę ja nie chcę itd. … ale o dziwo dziecię chciało od razu na krzesełka. Więc dużo nie myśląc zapakowałem sam młodą na krzesła i później było już tylko z górki. Problem był wręcz z powrotem do domu bo przecież jest tak fajnie :)
Dziubki swoje dzieciaki też zapisali do szkółki, ale skończyło się mniej więcej tak samo szybko jak się zaczęło. No ale pierwsze kroki/ślizgi zostały postawione.
Ramzowa oferuje naprawdę fajne warunki dla dzieci. Jest restauracja, plac zabaw dla dzieci, ośla łączka no i krzesła wwożące na dosyć łagodną górkę. Idealnie do szkolenia umiejętności. Problem tylko w tym, że są oddzielne karnety na różne wyciągi. Nie da się kuić jednego i korzystać ze wszystkich.

Po dwóch dniach pojechaliśmy do miejscowości Koty. Spory ośrodek narciarski, ale niestety troszkę utrudniony dostęp dla dzieciaków i stoki też trochę stromsze. Qtry i Cześki zostali a my z Dziubkami wróciliśmy do Ramzowej. Dni mijały szybciutko.
Jeździć dawało się codziennie tak do godziny 11-12. Później było już na tyle ciepło, że pod nartami była kasza i przyjemność z jazdy coraz mniejsza. Dni były tak ciepłe, że jednego dnia zrobiliśmy sobie grilla na zewnątrz.


Kończyliśmy jeździć wcześnie więc odwiedziliśmy sporo knajp, wypiliśmy sporo browarów, było sporo zajęć dowolnych (w domu mieliśmy do dyspozycji piłkarzyki ;))  i spędzaliśmy wesoło czas.

A teraz z niecierpliwością czekamy na następny wyjazd. Oby w jakieś wietrzne miejsce :)

to pisałem JA: muki
Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz