wtorek, 21 kwietnia 2015

Carving Session 2015 - Krynica - Lepiej późno niż wcale




  Rok temu mieliśmy jechać na Carving Session do Krynicy Górskiej. Wpłaciliśmy zaliczki i czekaliśmy na wyjazd. Ale jaka była zima część z nas jeszcze pamięta, więc ostatecznie do wyjazdu nie doszło z braku śniegu. Coż, pozostało nam poczekać tylko rok :)

   W tym roku śnieg był. Qter poogarniał wszystko i wyruszaliśmy w czwartek prosto z roboty. Zapakowanym samochodem pojechałem do fabryki. Popołudniu zwinąłem Qtra, Fafika z Mordoru i już byliśmy na trasie. Po drodze jeszcze tylko alko-zakupy gdzieś w mieście o niewymawialnej nazwie i około 23:00 meldujemy się w pensjonacie 300m od stoku na którym mamy jeździć. Jeszcze nie ma wielu gości, ale wypijamy prawie wszystko co kupiliśmy i idziemy spać.
Rano, po śniadaniu wypożyczam deskę i wbijamy się na wyciąg. Qter podejmuje się roli mojego trenera i zaczyna się 3 dniowa sesja masochizmu. Stok jest super przygotowany i świetnie nadaje się na doskonalenie umiejętności. Jest szeroki, niezbyt stromy i bez tłoku. Pogoda piękna, wręcz za piękna. Mocno na plusie i świeci słońce. Około 15 stok już zaczyna płynąć wiec zwijamy się na kwatery. Zaczyna się zjeżdżać reszta ekipy miłośników twardych desek i carvingu. W międzyczasie idziemy w miasto, umawiamy masaże na sobotę i wracamy na kwatery.
Wieczorem wszyscy nastawiają się na jutrzejszy dzień kiedy to maja być zorganizowane zajęcia na stoku. Kilka piwek i idziemy spać.


  Sobota znowu wita nas ładnym słoneczkiem i coraz wyższą temperaturą. Szybkie śniadanie i jesteśmy na stoku. Większość bierze się za szkolenie swoich carvingowych umiejętności, ja staram się obijać coraz mniej a Fafik pokazuje jak to jest być emerytem :) W nocy temperatura spadła poniżej zera więc stok był super do godziny 14. My z Fafem kończymy w okolicach 15 i jedziemy na umówione masaże a Qter walczy do końca.
  Wieczorem jeszcze robimy dłuższy spacer po Krynicy połączony z degustacją między innymi Guinnessa i wracamy na kwatery gdzie odbywają się analizy całodniowych zmagań na stoku.
My z Fafem jak przystało na emerytów idziemy spać dosyć wcześnie, tylko Qter stara się uratować nasz honor :)

   Niedziela to ostatnie podrygi w pełnym słońcu na super przygotowanym stoku. Ja poobijałem się już na tyle mocno, że w kolejny dzień i tak nie był bym już w stanie jeździć. Dopełnieniem wszystkiego była próba ominięcia tyczki i niestety zawadzenie o nią z dość dużą prędkością dziobem deski. Wniosek jeden - kask to absolutne minimum a następnym razem trzeba będzie zainwestować w zbroję (pisząc tą relację, półtora miesiąca po wyjeździe jeszcze odczuwam tego skutki). Qter z reszta ekipy kontynuują szkolenie, jeżdżą slalom i generalnie obijają się też nie licho. Tego dnia najwięcej frajdy sprawia nam opalanie się na stoku. Około 14 zwijamy się do samochodu i wyruszamy w drogę powrotną do Wawy.

  Fajny wypad z ekipą fajnych ludzi, super przygotowany stok, brak tłoku, piękna pogoda i możliwość nauczenia się czegoś nowego to to co misie lubią najbardziej. Jak zarazie jedyny objaw naszej demencji to mniejsza ochota na większe ilości alko. Reszta jeszcze pozostała na przyzwoitym poziomie ;)

 muki

Więcej zdjęć tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz